Zsunąłem z nóg trampki, nawet ich nie rozwiązując. To był ciężki dzień i byłem już tak skonany, że marzyłem jedynie o rzuceniu się na łóżko tak, jak stałem. Skrzywiłem się, ściągając z siebie bluzę - przepocony podkoszulek, który miałem pod spodem, cuchnął... cały cuchnąłem i nie było mowy o jakimkolwiek odpoczynku dopóki się nie umyję. Zrezygnowany, powlokłem się do łazienki, zrzucając po drodze pozostałe części garderoby. Pozbieram je... nieco później.
Bzdura, doskonale wiedziałem, że zostaną tutaj tak, jak je rzuciłem i będą tu leżeć, dopóki moja matka nie zjawi się w moim mieszkaniu i, wrzeszcząc, wyzbiera wszystkie leżące na podłodze brudy do prania.
Nie miałem chęci do życia. Oparłem dłonie o ścianę, myśląc jedynie o wodzie spływającej po moich plecach, wydobywającej się z słuchawki prysznicowej. Może woda była troszkę zbyt zimna, ale musiałbym włączyć bojler i poczekać z pół godziny, żeby się nagrzała. Zasnąłbym do tego czasu.
W końcu zrobiło mi się tak zimno, że szybko opłukałem umięśnione ciało z resztek piany i zakręciłem wodę. Wyszedłem z brodzika po ręcznik, zostawiając za sobą mokre plamy. Jakoś wyleciało mi z głowy, żeby go zabrać ze sobą. Po wytarciu się, naciągnąłem na siebie czyste bokserki i boso poczłapałem do lodówki. Prysznic trochę mnie orzeźwił i zrobiłem się głodny.
W lodówce znalazłem kawałek sera i słoik ogórków kiszonych, które wraz z nieco przyschniętą kromką chleba zostały mianowane moją dzisiejszą kolacją. Zjadłem chleb z serem, a słoik ogórków zabrałem ze sobą przed telewizor. Poprzegryzam je sobie, oglądając jakiś beznadziejnie nudny film albo kolejne podobne do wszystkich anime.
Włączyłem komputer, wygodnie rozsiadając się na kanapie i ściągnąłem z wiszącej półki klawiaturę bezprzewodową. Otworzyłem pierwszą-lepszą stronę z animcami, szukając czegoś godnego uwagi. W końcu znalazłem coś z dość przygnębiającą fabułą, włączyłem player i zacząłem wsuwać ogórki, gapiąc się w ekran telewizora. Zresztą telewizor służył mi wyłącznie za monitor do komputera, nie oglądałem kanałów telewizyjnych jako-takich.
Po pierwszym odcinku dość polubiłem głównego bohatera. Anime było dość przewidywalne, ale było w nim coś fajnego i miałem ochotę zobaczyć kolejne odcinki... możliwe, że za sprawą różowowłosej czarodziejki w dość skąpym stroju.
Jak zawsze, kiedy chciałem włączyć kolejny odcinek, wyskoczyło mi kilka nowych kart z reklamami. W tym jedna wyjątkowo uciążliwa, która po tym, jak ją zamknąłem, otworzyła kilka kolejnych kart. Wkurzające.
W końcu uporałem się z wszystkimi oknami i włączyłem kolejny odcinek... który ładując się, wyświetlił mi tą samą reklamę, która tak namnożyła mi kart w przeglądarce. Nie mogę... Gapiłem się w nią, czekając aż minie 15 sekund i włączy się kolejny odcinek. W sumie to wyświetlająca się gra wydawała się nawet fajna, ale zdecydowanie zbyt agresywnie się reklamowała. Musiała być nowa, bo pierwszy raz o niej słyszałem. "Pixel"- dość banalna i całkiem przyjemna nazwa. Ale raczej nie zachęci nikogo do gry aż takim natłokiem denerwujących okienek, przeszkadzających w odtwarzaniu playerów.
Po kolejnym odcinku oczy zaczynały mi się już kleić, więc wyłączyłem przeglądarkę... a moim zmęczonym oczom ukazała się, kryjąca się w oknie pod spodem, kolejna reklama gry Pixel, z radośnie do mnie machającymi, pikselowymi ludzikami. Boże... Ta gra mnie prześladowała!
Pierwszy raz spotkałem się z tak wkurzającą i hurtowo się wyświetlającą reklamą i nie wiem czemu, ale postanowiłem ją sprawdzić - tą pikselową, dość tęczową i zupełnie nie w moim stylu grę.
I tak zacząłem grać w Pixel - grę, która... bardzo namieszała w moim życiu.